sobota, 14 listopada 2015

Rozdział V




-Draco co tu się dzieje?
  Zapytała Carmen, sprytnie omijając, przyglądający się jej tłumek uczniów, który nadal powiększał się o nowo przybyłych studentów.

-CARMEN!

   Wykrzyczała kasztanowłosa rzucając się w ramiona przyjaciółki, jednocześnie, mówiąc cicho, tylko dla niej, aby nikt niepowołany nie usłyszał.

-Dobrze, że już jesteś, Malfoy wariuje.
-No właśnie widzę- odpowiedziała jej szeptem dziewczyna.

                                                                    ***
-A wy co studentki nie widzieliście? Do pokoi!- zaczęła krzyczeć Sofi w przeciwnej części salonu.
-No słyszeliście. Wynocha- powtarzali bliźniacy uśmiechając się pokrzepiająco do Hermiony.
                                                                 
   I tłumek ociężale zaczął oddalać się do swoich pokoi. Jednak bardzo powoli, aż za bardzo.


                                                                     ***
-Zabini co ty na francuskie ślimaki robisz?- powiedziała spokojnie Carmen równocześnie trzaskając błyskawicami we wszystkie strony.
-Bawię się, a co nie widać? Może wizytę u okulisty trzeba małej załatwić?- odpowiedział Blaise.
-Fajna zabawa, może ci pomogę, Blaisie?
-No to dawaj- odpowiedział czarnoskóry mierząc różdżką do francuzki.
  I to był jego błąd, już po chwili  leżał na ziemi, bez różdżki i resztek honoru, które o dziwo jeszcze mu zostały.
-Może jestem niska, ale na pewno nie jestem mała, a ty zostaw moich przyjaciół w spokoju, albo pożałuje...
                                                                  HUK!
-O boże Draco co jej się stało?- zapytała Carmen.
-Idiotka rzuciła klątwę, zajmij się Blaisem nie wiem zamknij go gdzieś, ja ją zaniosę do pokoju. Mogę na ciebie liczyć prawda Carmen?
-Jasne, Draco tylko się pośpiesz.
-Już.SOFI!
-Słucham, o boże co jej jest?
-Klątwę rzuciła kretynka jedna, mało ważne, chodź, pokażesz mi  gdzie jest wasz pokój.
-Już.

   Draco wziął Hermionę na ręce i szybko ruszyli do pokoju studentek. Chłopak delikatnie położył dziewczynę swojego byłego przyjaciela, poszedł do łazienki po okładi delikatnie położył go na czole Czerwono-Złotej.
-Ej Mała wszystko dobrze?- zapytał Draco.
-A jak sądzisz?
-Sądzę, że poszło ci bardzo dobrze jak na twoje umiejętności to wręcz genialnie.
-Kwestionujesz MOJE UMIEJĘTNOŚCI?
-Nie, ależ skądże, sądzę tylko, że moje są ciut lepsze- odpowiedział z przekąsem. 
-No ciekawe w czym jesteś taki lepszy.
-No nie wiem na przykład w gotowaniu.
-Pfff... gotuję o niebo lepiej od ciebie-pochwaliła  się Gryfonka.
-Chyba nie.
-Chyba tak.
-Chyba nie.
-Chyba tak.
-Przekonajmy się.
-Niby jak?
-Hmm.. może gotując?
-Jakiś ty zabawny no po prostu koń by się uśmiał.
-Ha ha ha.... to co dzisiaj wieczorem


-Umowa stoi.
-To do zobaczenia dzisiaj o 18 u mnie, Gryfoneczko.
-Jeszcze tego pożałujesz-powiedziała do siebie, uśmiechając się ironicznie- Do zobaczenia Smoku- dodała już głośniej.

    Hermiona długo zastanawiała się co przygotować na tę jakże wyjątkową kolację, zdecydowała się na swoją ulubioną potrawę, czyli sałatkę z kurczakiem, która zawsze wychodziła jej genialnie.
   -Miona, co ty robisz?- Sofii wpadła do pokoju jak burza.
   -Kolację. Umówiłam się z Draco.
   -A ja?
   -A ty zostajesz w pokoju, kochana.
Miona poszła do łazienki, umyła się. Prostym zaklęciem wysuszyła włosy, założyła długą do kostek sukienkę z odkrytymi plecami i ramionami, a do tego biżuterię, którą dostała na szesnaste urodziny od Harry'ego. Złapała swoją torebkę i sałatkę.
   -To ja idę-powiedziała Hermiona do współlokatorki i już jej nie było.
   -Tylko tam spokojnie-krzyknęła za nią przyjaciółka, jednocześnie, pisząc, krótki liścik do Dracona.


                       Draco,
                 Jeżeli jej włos z głowy spadnie, to cię zamorduję.

                                                 Z poważaniem Sofii

 
      Przyczepiła liścik do nóżki swojej sowy i wysłała do Smoka, mając nadzieję, że jutro dzień będzie lepszy.


      Szkoda, że nie widziała jak kilka metrów od ich pokoju Blaise atakuje Hermionę.....



Przepraszam.














1 komentarz: