-Draco co tu się dzieje?
Zapytała Carmen, sprytnie omijając, przyglądający się jej tłumek uczniów, który nadal powiększał się o nowo przybyłych studentów.
-CARMEN!
Wykrzyczała kasztanowłosa rzucając się w ramiona przyjaciółki, jednocześnie, mówiąc cicho, tylko dla niej, aby nikt niepowołany nie usłyszał.
-Dobrze, że już jesteś, Malfoy wariuje.
-No właśnie widzę- odpowiedziała jej szeptem dziewczyna.
***
-A wy co studentki nie widzieliście? Do pokoi!- zaczęła krzyczeć Sofi w przeciwnej części salonu.
-No słyszeliście. Wynocha- powtarzali bliźniacy uśmiechając się pokrzepiająco do Hermiony.
I tłumek ociężale zaczął oddalać się do swoich pokoi. Jednak bardzo powoli, aż za bardzo.
***
-Zabini co ty na francuskie ślimaki robisz?- powiedziała spokojnie Carmen równocześnie trzaskając błyskawicami we wszystkie strony.
-Bawię się, a co nie widać? Może wizytę u okulisty trzeba małej załatwić?- odpowiedział Blaise.
-Fajna zabawa, może ci pomogę, Blaisie?
-No to dawaj- odpowiedział czarnoskóry mierząc różdżką do francuzki.
I to był jego błąd, już po chwili leżał na ziemi, bez różdżki i resztek honoru, które o dziwo jeszcze mu zostały.
-Może jestem niska, ale na pewno nie jestem mała, a ty zostaw moich przyjaciół w spokoju, albo pożałuje...
HUK!
-O boże Draco co jej się stało?- zapytała Carmen.
-Idiotka rzuciła klątwę, zajmij się Blaisem nie wiem zamknij go gdzieś, ja ją zaniosę do pokoju. Mogę na ciebie liczyć prawda Carmen?
-Jasne, Draco tylko się pośpiesz.
-Już.SOFI!
-Słucham, o boże co jej jest?
-Klątwę rzuciła kretynka jedna, mało ważne, chodź, pokażesz mi gdzie jest wasz pokój.
-Już.
Draco wziął Hermionę na ręce i szybko ruszyli do pokoju studentek. Chłopak delikatnie położył dziewczynę swojego byłego przyjaciela, poszedł do łazienki po okładi delikatnie położył go na czole Czerwono-Złotej.
-Ej Mała wszystko dobrze?- zapytał Draco.
-A jak sądzisz?
-Sądzę, że poszło ci bardzo dobrze jak na twoje umiejętności to wręcz genialnie.
-Kwestionujesz MOJE UMIEJĘTNOŚCI?
-Nie, ależ skądże, sądzę tylko, że moje są ciut lepsze- odpowiedział z przekąsem.
-No ciekawe w czym jesteś taki lepszy.
-No nie wiem na przykład w gotowaniu.
-Pfff... gotuję o niebo lepiej od ciebie-pochwaliła się Gryfonka.
-Chyba nie.
-Chyba tak.
-Chyba nie.
-Chyba tak.
-Przekonajmy się.
-Niby jak?
-Hmm.. może gotując?
-Jakiś ty zabawny no po prostu koń by się uśmiał.
-Ha ha ha.... to co dzisiaj wieczorem
-Umowa stoi.
-To do zobaczenia dzisiaj o 18 u mnie, Gryfoneczko.
-Jeszcze tego pożałujesz-powiedziała do siebie, uśmiechając się ironicznie- Do zobaczenia Smoku- dodała już głośniej.
Hermiona długo zastanawiała się co przygotować na tę jakże wyjątkową kolację, zdecydowała się na swoją ulubioną potrawę, czyli sałatkę z kurczakiem, która zawsze wychodziła jej genialnie.
-Miona, co ty robisz?- Sofii wpadła do pokoju jak burza.
-Kolację. Umówiłam się z Draco.
-A ja?
-A ty zostajesz w pokoju, kochana.
Miona poszła do łazienki, umyła się. Prostym zaklęciem wysuszyła włosy, założyła długą do kostek sukienkę z odkrytymi plecami i ramionami, a do tego biżuterię, którą dostała na szesnaste urodziny od Harry'ego. Złapała swoją torebkę i sałatkę.
-To ja idę-powiedziała Hermiona do współlokatorki i już jej nie było.
-Tylko tam spokojnie-krzyknęła za nią przyjaciółka, jednocześnie, pisząc, krótki liścik do Dracona.
Draco,
Jeżeli jej włos z głowy spadnie, to cię zamorduję.
Z poważaniem Sofii
Przyczepiła liścik do nóżki swojej sowy i wysłała do Smoka, mając nadzieję, że jutro dzień będzie lepszy.
Szkoda, że nie widziała jak kilka metrów od ich pokoju Blaise atakuje Hermionę.....
Przepraszam.