niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział IV





 
    


     Przeraźliwy krzyk rozerwał dotychczasowy spokój. "NIEE"- jedno słowo przewyższyło wszystko inne. Jedno słowo przedarło krzyk zaklęcia Voldemorta.
       -Experialmus!
Była najszybsza...
Widziała jak Sofi wyciąga różdżkę...
Widziała jak Malfoy krzyczy i stara się wyciągnąć różdżkę, której najwyraźniej zapomniał...
Widziała jak rzuca się, aby ochronić dziewczynę, której nie zna własnym ciałem...

  I choć widziała tyle rzeczy, to liczył się tylko ten idiota, Zabini. Avadą w szkole? Czy on do reszty zdurniał? Jeszcze w moją przyjaciółkę... Zaklęcia odbiły się od siebie i ani jedno ani drugie nikogo nie ugodziło. Malfoy podszedł do Sofi, a ona do Blaisa. 


 -Ty kretynie, dupku, narcyzie. Jakim człowiekiem trzeba do tego być? Przepraszam to obraza dla ludzi!- podeszła do niego, a słysząc jedynie jego śmiech jeszcze bardziej się rozjuszyła, zaczęła go bić pięściami, ignorując ramiona Draco, które stopniowo zaczęły ją oplatać i odciągać od chłopaka.                                      
 -Malfoy puść mnie do cholery!- jednak po wypowiedzeniu tych słów praktycznie wyczuwała sarkastyczny uśmiech na ustach Dracona.   
-Nie, bo jeszcze go zabijesz- odpowiedział jej spokojnym głosem.
-Sam byś to chętnie zrobił.
-Nie przeczę.
-Więc mnie puść.
-Nie, bo jeszcze cię w Azkabanie zamkną.
-A może chcę się z twoją kochaną ciocią Bellą przywitać- widziała grymas bólu na jego twarzy, gdy wypowiedziała te słowa, jednak szybko założył maskę na swoją twarz. 
-Szczerzę w to wątpię- powiedział już z uśmiechem na twarzy.
-MALFOY puść mnie!- zaczynała krzyczeć, wiercić, kopać, a nawet drapać Dracona jednak nic nie pomagało.
-Trzymaj ją tam Draco!- Hermiona usłyszała krzyk Sofi, która miotała zaklęciami w Blaisa, jednocześnie starając się odbijać jego zaklęcia i ograniczyć straty, w postaci ludzi, czy nawet zwykłych wazonów w zamku.Nie no ona nie może tu tak siedzieć, kiedy tam trwa walka. 
-Nie ma sprawy, mała.
-Ej, ja nie jestem mała!- odkrzyknęła Sofii.
-Dobra cicho, bo mi się Mioneczka wyrywa.
-Mioneczka?-zapytała kasztanowłosa głosem, który mógłby sugerować iż jest ona zaginioną córką Voldemorta.



 -Tak, a co? Może wolisz Mionusia, Hermionka, Herminka lub Mionuska. To które sobie pani życzy?



-Żadne! I nie zmieniaj tematu, tylko daj mi iść zamordować tego kretyna!
-Ale Mionu...
-Na Merlina, Malfoy nawet się nie waż tego kończyć!
-...sia- dokończył z premedytcją blondyn, a dziewczyna ledwo co nad sobą panowała.
-Wiesz co? Czasami ma ochotę rozpuścić się w kwasie!
-Ja też cię lubię Mioneczka.
-Za jakie grzechy?
-Dobrze więc jednak wolisz Mionusia. Rozumiem, Tak Mionusia?
-NIE, ja HERMIONA GRANGER WOLĘ ŻEBYŚ MNIE W KOŃCU PUŚCIŁ!
-Twe słowa są dla mnie rozkazem.

   I  w końcu ją puścił. Oczywiście od razu pobiegła do Blaisa, a gdy chciała pomóc Sofii i już była parę metrów przed nią ujrzała promień kolejnego niewybaczalnego zaklęcia rzuconego przez jej "ukochanego".
    Crucio...
  Nie kojarzy się zbyt dobrze. Zaklęcie to miało sprawiać ból osobie, na którą została rzucona klątwa. I po to ludzie to stworzyli, żeby się wzajemnie ranić... Ale mimo wszystko nie spodziewała się, że kiedyś będzie musiała rzucić się przed swoją przyjaciółkę, chroniąc ją przed zaklęciem starożytną klątwą.


-Jak śmiesz?

   Zanim ktokolwiek zdążył choćby złapać różdżkę Hermiona Jean Granger- córka mugoli,  przyjaciółka wielkiego Harry’ ego Pottera i Rona Weasley’ a rzuciła się przed nowo poznaną dziewczyną- Sofii zatrzymując zakazane zaklęcie swojego chłopaka starożytną klątwą.

-Sergielo mei Bern ol mi Karin. Saben mei kolbo ser bei ki de laner*.

-Durna odwaga Gryfonów…- zaklną tylko Dracon Malfoy pod nosem i zaczął biec w kierunku Hermiony.
-Granger co ty robisz?- zaczął krzyczeć już z odległości kilkunastu metrów.
-Ryby łowię.
-Zostaw go.
-A co żal ci tego kretyna?- zapytała retorycznie Hermiona.
-Nie, ale ty słabniesz. Granger nie jestem głupi znam tą klątwę. Zostaw- powiedział Malfoy, powoli zbliżając się w kierunku byłej Gryfonki- Hermiono, proszę- wyszeptał delikatnie i z opanowaniem  prosto w jej ucho jednocześnie wyciągając różdżkę z jej dłoni.

Nie opierała się. Bo niby w jakim celu? Był dwa razy większy od niej i z pięć razy silniejszy. I tak by sobie nie poradziła…

-Grzeczna dziewczynka, a teraz Sofii.
-Słucham? Weź ją do Was do pokoju zaraz tam będę- powiedział głośno tak, żeby brunetka mogła go usłyszeć i po chwili dodając ciszej tylko do blondynki o szarych oczach- tylko pilnuj jej po tym może być wykończona stracić przytomność, a nawet umrzeć, mam odpowiedni eliksir, ale najpierw muszę się zająć tym zbiegowiskiem.

I jak na zawołanie Hermiona upadła, a Blaise zaczął  iść w jej stronę. Natomiast Draco, znając go od piętnastu lat, wiedział co planuje jego pseudo przyjaciel.

-Cholera- tylko tyle zdołał z siebie wydusić, wiedząc co się szykuje.
-Draco ja się zajmę zbiegowiskiem, a  ty leć po Mionę, no dalej, rusz się.- dodała Sofii.
-Poradzisz sobie?
-Tak, leć.
-Trzeci raz nie musisz powtarzać.

I pobiegli… Tylko, że w dwa przeciwne kierunki.
(przypis autorki: sytuacja jest w tym miejscu podzielona. Pierwszy myślnik to sytuacja między Hermioną, Draconem, a Blaisem, a drugi myślnik to Sofii vs tłum)

-Zabini!
-Tłum!

-Co ty człowieku robisz?
-Hallo, hallo Sofii do tłumu! Nie macie się na co patrzeć? Do pokoi!

-Zbini nawet nie waż się jej dotknąć! I tak wystarczająco skrzywdziłeś Sofii.
-Idźcie stąd! Wynocha! Co to w ogóle za zbiegowisko? No raz, raz, raz!- krzyczała szarooka do tłumu.

-Haha, mój drogi przyjacielu po co miałbym ją dotykać? Po co mam się brudzić i tak ona do mnie przyjdzie, prędzej czy później. Spójrzmy prawdzie w oczy, nie dorastasz mi do pięt i ona zawsze wybierze mnie, nie ciebie- powiedział aż za bardzo pewny siebie Blaise.

-A czemu mają iść?- z samego tyłu dobiegł głos dwóch rudych braci- Właśnie Fred, czemu oni mają iść, co mała?

-Nie zapominaj o kim mówisz, i w czyjej obecności- Draco zaczynał tracić panowanie, każdy kto go znał wiedział, że po tej planecie chodzi tylko jedna osoba która jest w stanie mu pomóc, a była nią...

-Fred, George dobrze was widzieć, a teraz może byście pomogli?- zapytała Sofii bliźniaków, których miała już okazję poznać, no bo kto nie zna tych dwóch rudzielców?

-Oj zamknijcie się obydwoje!- krzyknęła Hermiona, podchodząc równocześnie do Dracona i szepcząc mu do ucha- Spokojnie, ona zaraz tu będzie, nie masz się czym martwić, będzie dobrze- skończyła i dodała głośniej tak, żeby Blaise mógł ją usłyszeć- A ty, masz dwa wyjścia. Pierwsze to przepraszasz wszystkich, wraca stary Blaise Zabini, którego pokochałam i wszyscy są szczęśliwi. A drugie to nadal upierasz się, żeby zostać takim kretynem jakim jesteś w tym momencie, zrywam z tobą, a ty marnujesz sobie życie. Nie okłamuj się, bez nas nie dasz sobie rady.

-Okej.Skoro musimy- zaczęli mówić razem bliźniacy- To co do roboty- wyciągnęli ze swoich kieszeni specjalne bomby, które miały rozproszyć wszystkich i już zaczynali krzyczeć, gdy... pojawiała się ona- No idźcie stą... 


   Była taka idealna, taka niewinna i tak dumnie kroczyła środkiem korytarza. Nikt jej nie znał. No prawie nikt. Bowiem w lewym rogu stał szarooki chłopak z kasztanowłosą koleżanką. I tylko oni wiedzieli kim ona jest. Wiedzieli o niej wszystko. Począwszy od ulubionej piosenki, a skończywszy na jej pochodzeniu, o którym wiedzieli nieliczni.
  
  Bo kto mógł wiedzieć, że właśnie po korytarzu akademika, który tak bardzo przypominał Hogwart kroczyła właśnie francuska księżniczka, która za parę lat ma przejąć kontrolę nad magiczną częścią Europy?

-Draco, co tu się dzieje?


I już wtedy było wiadome, że to nie będzie spokojny rok, a Hermiona tak na to liczyła.


************************************************************************ 

Hej :)
Nie wiem, czy ktoś tu jeszcze jest, ale mam nadzieję, że tak. Na początku chciałabym was przeprosić za moją nieobecność, ale wiem, że zwykłe "przepraszam" nie wystarczy za tak długą nieobecność, ale już mam pewien pomysł i mam nadzieję, że mi on wyjdzie ;) No i kilka słów wyjaśnienia, dlaczego ten rozdział aż tyle mi zajął. No więc rozdział miałam już napisany, do czego też bardzo długo się zbierałam, bo mimo, że mam wiele pomysłów, to zwyczjnie słowa nie chciały się jakby to powiedzieć... "wydostać" (?), ale już go napisałam, ale wtedy mój laptop postanowił umrzeć. I wszystko poszło. Zdjęcia, filmy, rozdział, opowiadania, miniaturki... jednym słowem wszystko... no i skończyło się tak, że musiałam rozdział pisać jeszcze raz co zajęło mi aż tyle czasu. Mam nadzieję, że to zrozumiecie. Za wszystkie błędy przepraszam, ale rozdział sprawdzałam sama i mogłam coś ominąć... Jeszcze raz przepraszam za tak długą nieobecność :/
 I zapraszam do komentowania :D
Ps. Mam nadzieję, że rozdział Was zadowolił.

*klątwa ta ma na celu zniszczenie psychiki przeciwnika poprzez wpuszczenie do mózgu ofiary rzeczy, obrazów, dźwięków, wspomnień, halucynacji, które wzbudzają w nich strach. Jednak klątwa działa dopiero po 5 min od rzucenia i może jej użyć, tylko silny i doświadczony czarodziej, ponieważ wyniszcza ona organizm od środka, a na regenerację potrzebuje ok. 12 godzin.