Znowu wracałam
tym samym korytarzem, tą samą drogą. Jak on śmiał mnie tak potraktować? Okej wiem,
że to Lord Voldemort, ale to też mój ojciec. Czemu za każdym razem gdy chociaż
wypowiem JEGO imię to mój kochany ojczulek wpada w furię. A ja tylko chciałam
się dowiedzieć gdzie on go wysłał. Ale nie po co ja Hermiona Riddle mam to
wiedzieć? Po co informować swoją córkę
gdzie jest jej narzeczony? No po co?
Szłam, szłam,
szłam i szłam…… Aż w końcu ten dziwny posąg znowu zaczął mnie gonić. Boże za
jakie grzechy? Zawsze każe mi biec w jedną stronę do tych drzwi. Nie były one
zwykłe, a już na pierwszy rzut oka było widać, że różnią się od wszystkich
pozostałych. One były tak po prostu…. inne. Jakieś bardziej ozdobne, bardziej
czarne, bardziej mroczne, bardziej tajemnicze. Zawsze uciekałam, ale teraz nie
mogłam coś kazało mi żebym podeszła do drzwi i je otworzyła i choć nie chcę to
MUSZĘ to zrobić. No pięknie trzeba się później rozejrzeć po tym piętrze, bo
objawy mam jak po dobrym Imperio.
Ostatnie co pamiętam to skrzypnięcie
drzwi i widok tych przerażających kuli
śnieżnych z bałwanami i Mikołajami w środku.
Chwila,
chwila kule śnieżne? Bałwany? Coś tu nie gra…..
I
świadomość zaczęła wracać….
.
Próbuję się obudzić, ale powieki są zbyt
ciężkie……
Próbuję się podnieść jednak moje nogi odmawiają
posłuszeństwa…….
Próbuję coś
słyszeć, ale nie daję rady…..
Próbuję coś zobaczyć,
ale moje oczy oślepły…..
Ciemność…….
…………………………………………………………………………………………………………
Zaczynam odczuwać
bodźce……
Zaczynam słyszeć
głos……
Ten glos……
Zaczynam otwierać oczy……
Pierwsze podejście…..
Drugie…….
Trzecie…….
I udało mi się…..
Zaczynam się
podnosić……
Ale nie udaje mi
się…….
Więc podnoszę tylko
rękę………
Udało mi się……
Zaczynam wierzyć w
siebie……
Uwierzyłam…….
Zaczynam mówić
powoli, bardzo powoli…….
Draco…….
Ale on usłyszał…….
Patrzył się na
mnie…….
Ale
nie mógł podejść……..
Bo był zamknięty……
W czym?.........
Zaczynam wyostrzać
wzrok……..
I już wiem w czym…….
Ale to niemożliwe………
On nie może być zamknięty w………
Szklanej kuli………
.
Zaczynam wyostrzać
wzrok bardziej………
I widzę, że chce
mi coś powiedzieć…….
Zrozumiałam…….
W końcu zawsze rozumieliśmy
się bez słów…….
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Musiałam znaleźć siłę……
Musiałam wstać……
I udało się…….
Podeszłam do szafki…….
Na której była kula……
Musiałam znaleźć
siłę……
I
znalazłam……….
Upuściłam kulę…….
Celowo……..
Rozbiła się………
A z środka wyszedł
on…….
Draco Lucjusz Malfoy…….
Jak zawsze
doskonały…….
Podszedł do mnie……
Przytulił……..
I powiedział……
Jedno zdanie………
Piękne i niebezpieczne
zarazem…….
„ Będziemy na zawsze
razem, a teraz uciekajmy”……….
Posłuchałam go………
Choć nie powinnam………
Uciekłam……..
Ale nie od
przeszłości…….
Uciekłam do ojca…….
Aby go pokonać……..
To musi się
skończyć……..
A ja…….
ZNALAZŁAM W SOBIE SIŁĘ.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Schodziłam na dół
prowadząc Draco za rękę. Mijałam obrazy tak idealne. Tak sztuczne. Jak wszystko
w tym domu. Weszłam do gabinetu ojca bez pukania. Zapominając o zasadach, o
Draco, o tym że ojciec będzie zły. Zdawałam się tego nie pamiętać. A on stał za
mną. Malfoy. Mój kochany narzeczony.
Nie interesowało
mnie, że ojciec rozmawiał ze Snapem. Ja
po prostu podeszłam, a gdy zobaczyłam jego zawistne spojrzenie skierowane na
mnie i mojego ukochanego, to przestałam nad sobą panować. Straciłam kontrolę. I
zrobiłam coś o co nikt by mnie nie posądzał. Mrugnęłam tylko do Draco.
Zrozumiał. Po chwili Snape leżał na ziemi odurzony Drętwotą, a ja miałam wolną
rękę. Podeszłam do ojca i wymierzyłam mu siarczasty policzek, nachyliłam się i
powiedziałam szeptem. Tak, aby tylko on mnie słyszał:
-Jeszcze raz skrzywdzisz kogoś kogo kocham, to cię zabiję.
Nie wystarcza ci to co zrobiłeś z mamą?
Usłyszałam jednak
tylko głuchy śmiech z jego strony i syknięci:
- Nie, nie wystarczy mi. A ty i twój chłoptaś to naprawicie.
Zanim się
zorientował, nie miał różdżki. Jestem silna- powtarzałam w myślach.
-I co teraz powiesz, ojcze?
Ten kpiarski
uśmieszek ze strony Draco pomógł mi.
- Jeszcze wygram zobaczysz.
Przekonamy się.
- Po moim trupie.
On nie ma szans.
Mam w sobie siłę.
-Nie tylko po twoim, po jego też.
Koniec nie
wytrzymałam.
-AVADA KADAVRA. Żegnaj
Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiac.
I padliśmy oboje.Z tą różnicą, że ja w ramiona Draco, a on na podłogę, lecz już bez ducha.
-Już po wszystkim, mała. On nie żyje.
I wtedy zaczęłam
płakać, ale nie ze smutku. Ze szczęścia. Z poczucia wolności.
-Teraz już na zawsze będziemy razem i nic nam nie
przeszkodzi?
Zapytałam lecz
znałam odpowiedź.
- Kocham cię i już na zawsze będziemy razem.
I tak było. Do
końca naszych dni, do ostatniej godziny, ostatniej minuty, ostatniej sekundy byliśmy razem i już nic nam nie przeszkodziło.
Liczę na szczere komentarze xD
Do zobaczenia jakoś po Nowym Roku z Rozdziałem I :P
Dobranoc :?*







.gif)









