piątek, 26 grudnia 2014

Miniaturka I

     Znowu wracałam tym samym korytarzem, tą samą drogą. Jak on śmiał mnie tak potraktować? Okej wiem, że to Lord Voldemort, ale to też mój ojciec. Czemu za każdym razem gdy chociaż wypowiem JEGO imię to mój kochany ojczulek wpada w furię. A ja tylko chciałam się dowiedzieć gdzie on go wysłał. Ale nie po co ja Hermiona Riddle mam to wiedzieć? Po co informować  swoją córkę gdzie jest jej narzeczony? No po co?
     Szłam, szłam, szłam i szłam…… Aż w końcu ten dziwny posąg znowu zaczął mnie gonić. Boże za jakie grzechy? Zawsze każe mi biec w jedną stronę do tych drzwi. Nie były one zwykłe, a już na pierwszy rzut oka było widać, że różnią się od wszystkich pozostałych. One były tak po prostu…. inne. Jakieś bardziej ozdobne, bardziej czarne, bardziej mroczne, bardziej tajemnicze. Zawsze uciekałam, ale teraz nie mogłam coś kazało mi żebym podeszła do drzwi i je otworzyła i choć nie chcę to MUSZĘ to zrobić. No pięknie trzeba się później rozejrzeć po tym piętrze, bo objawy mam jak po dobrym Imperio.
       Ostatnie co pamiętam to skrzypnięcie drzwi  i widok tych przerażających kuli śnieżnych z bałwanami i Mikołajami w środku.
       Chwila, chwila kule śnieżne? Bałwany? Coś tu nie gra…..

       I świadomość zaczęła wracać….
.
       Próbuję się obudzić, ale powieki są zbyt ciężkie……

       Próbuję się podnieść jednak moje nogi odmawiają posłuszeństwa…….

       Próbuję coś słyszeć, ale nie daję rady…..

      Próbuję coś zobaczyć, ale moje oczy oślepły…..

      Ciemność…….
    …………………………………………………………………………………………………………

    Zaczynam odczuwać bodźce……

    Zaczynam słyszeć głos……

    Ten glos……

    Zaczynam otwierać oczy……

    Pierwsze podejście…..

    Drugie…….

    Trzecie…….

    I udało mi się…..

    Zaczynam się podnosić……

    Ale nie udaje mi się…….

   Więc podnoszę tylko rękę………

   Udało mi się……

   Zaczynam wierzyć w siebie……

   Uwierzyłam…….

   Zaczynam mówić powoli, bardzo powoli…….

    Draco…….

    Ale on usłyszał…….

    Patrzył się na mnie…….

    Ale nie mógł podejść……..

    Bo był zamknięty……

    W czym?.........

    Zaczynam wyostrzać wzrok……..

   I już wiem w czym…….

    Ale  to niemożliwe………

   On nie może być zamknięty w………

   Szklanej kuli………
.
    Zaczynam wyostrzać wzrok bardziej………

    I widzę, że chce mi coś powiedzieć…….

    Zrozumiałam…….

    W końcu zawsze rozumieliśmy się bez słów…….

    -----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Musiałam znaleźć siłę……

    Musiałam wstać……

    I udało się…….

   Podeszłam do szafki…….

   Na której  była kula……

   Musiałam znaleźć siłę……

   I znalazłam……….

   Upuściłam kulę…….

   Celowo……..

   Rozbiła się………

   A z środka wyszedł on…….

   Draco Lucjusz Malfoy…….

   Jak zawsze doskonały…….

   Podszedł do mnie……

   Przytulił……..

   I powiedział……

   Jedno zdanie………

   Piękne i niebezpieczne zarazem…….

  „ Będziemy na zawsze razem, a teraz uciekajmy”……….

   Posłuchałam go………

   Choć nie powinnam………

   Uciekłam……..

   Ale nie od przeszłości…….

   Uciekłam do ojca…….

   Aby go pokonać……..

   To musi się skończyć……..

   A ja…….

   ZNALAZŁAM W SOBIE SIŁĘ.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

   Schodziłam na dół prowadząc Draco za rękę. Mijałam obrazy tak idealne. Tak sztuczne. Jak wszystko w tym domu. Weszłam do gabinetu ojca bez pukania. Zapominając o zasadach, o Draco, o tym że ojciec będzie zły. Zdawałam się tego nie pamiętać. A on stał za mną. Malfoy. Mój kochany narzeczony.
    Nie interesowało mnie, że ojciec rozmawiał ze Snapem.  Ja po prostu podeszłam, a gdy zobaczyłam jego zawistne spojrzenie skierowane na mnie i mojego ukochanego, to przestałam nad sobą panować. Straciłam kontrolę. I zrobiłam coś o co nikt by mnie nie posądzał. Mrugnęłam tylko do Draco. Zrozumiał. Po chwili Snape leżał na ziemi odurzony Drętwotą, a ja miałam wolną rękę. Podeszłam do ojca i wymierzyłam mu siarczasty policzek, nachyliłam się i powiedziałam szeptem. Tak, aby tylko on mnie słyszał:
-Jeszcze raz skrzywdzisz kogoś kogo kocham, to cię zabiję. Nie wystarcza ci to co zrobiłeś z mamą?
       Usłyszałam jednak tylko głuchy śmiech z jego strony i syknięci:
- Nie, nie wystarczy mi. A ty i twój chłoptaś to naprawicie.
       Zanim się zorientował, nie miał różdżki. Jestem silna- powtarzałam w myślach.
-I co teraz powiesz, ojcze?
       Ten kpiarski uśmieszek ze strony Draco pomógł mi.
- Jeszcze wygram zobaczysz.
       Przekonamy się.
- Po moim trupie.
      On nie ma szans. Mam w sobie siłę.
-Nie tylko po twoim, po jego też.
      Koniec nie wytrzymałam.
-AVADA KADAVRA. Żegnaj Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiac.
      I padliśmy oboje.Z tą różnicą, że ja w ramiona Draco, a on na podłogę, lecz już bez ducha.
-Już po wszystkim, mała. On nie żyje.
      I wtedy zaczęłam płakać, ale nie ze smutku. Ze szczęścia. Z poczucia wolności.
-Teraz już na zawsze będziemy razem i nic nam nie przeszkodzi?
       Zapytałam lecz znałam odpowiedź.
- Kocham cię i już na zawsze będziemy razem.
       I tak było. Do końca naszych dni, do ostatniej godziny, ostatniej minuty, ostatniej sekundy  byliśmy razem i już nic nam nie przeszkodziło.







--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej!!!
Oto ja z pierwszą miniaturką. Oczywiści to co zawsze Fc <3 Dziękuję <3 
Już dodałam I miniaturkę nie wiem czy wam sie spodoba. Według mnie średnia :(
Liczę na szczere komentarze xD
Do zobaczenia jakoś po Nowym Roku  z Rozdziałem I :P
Dobranoc :?*

2 komentarze: